Nie wyłączając Patrice.

choć nie padło ani jedno słowo.
otaczającą ją szkarłatną chmurą.
powiedziały mu wszystko.
Ale i tak musiał to sprawdzić. Szedł coraz szybciej, biegł wpatrzony w miejsce, w którym
rozrzucone, pozbawione osłony zakrwawionego plastiku. – Nie! – Manipulowała przy pliku
Czuł w głowie pulsowanie, miliony pytań przebiegały mu przez głowę. Kim ona jest?
Bentz opadł na siedzenie i zastanawiał się, czy Yolanda mówi prawdę. Wątpił w to.
salonik od części kuchennej. Corrine stanęła za nim, masowała mu barki.
Bentz skinął głową. Cały czas miał przed oczami zdjęcie żony, przerażonej, za kratami.
Jadę samotnie windą.
- A, tak. - Postawiła kawę na stole, wstała i podeszła do okna. Na niebie kłębiły się chmury, zanosiło się na deszcz. Niebo było tak złowieszcze i ciemne, jak ta diabelna klątwa rodzinna. Na werandzie domu po drugiej stronie ulicy kobieta w ogromnym kapeluszu sypała nasiona do karmników dla ptaków. - Tak, klątwa. - Caitlyn zawahała się. Czuła, że to nie w porządku zdradzać tajemnice rodzinne. Raz już wyznała wszystko doktor Wade i wtedy też miała skrupuły. Machinalnie potarła nadgarstki. Nacięcia zaczynały się goić. Tylko skąd one się u diabła wzięły? Niektórzy sami się okaleczają, zadają sobie ból, ale z pewnością - o Boże, proszę - z pewnością nie ona. - Moją rodzinę prześladują choroby psychiczne... no więc... mówię ci o tym, ale myślę, że i tak już wiesz. Uśmiechnął się lekko. - Opowiedz mi o tym. - Nie wiem, ilu pokoleń wstecz to sięga, ale babka Evelyn cierpiała na coś w rodzaju... nazwijmy to demencji. Jej choroba nigdy nie została zdiagnozowana, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. A nawet jeśli, rodzina skrzętnie skrywała tajemnicę. Bo moja rodzina jest z tych, co trzymają trupy w szafie. - Spojrzała przez ramię i uniosła brwi. - Biedna szafa, chyba jest już całkiem pełna. Montgomery powinni wynająć kolejną, a jeszcze lepiej jakiś magazyn lub strych. W każdym razie babka i dziadek Benedict mieli dwoje dzieci, Camerona - to mój ojciec, i Alice Ann. Z Alice Ann, jak to rodzina ładnie ujmuje, „zawsze coś było nie w porządku”. Nie wiem, dziś pewnie nazwano by to zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym czy jakoś tak. Nie pamiętam jej, bo zamknęli ją w za-kładzie. Evelyn... - To twoja babcia, tak? - Tak, babcia. - Ścierpła jej skóra, jak zawsze na myśl o babce. - Ona też była szalona, jeszcze zanim pojawiły się objawy demencji. Ale może to dlatego, że musiała żyć z moim dziadkiem, który... No cóż, był kobieciarzem. Mało powiedziane! Nie było drugiego takiego. - Patrzyła przez okno na pierwsze krople deszczu uderzające o szyby. Ile to razy w dzieciństwie słuchała konspiracyjnych szeptów starszego rodzeństwa lub Lucille i Bernedy. - Nazywał się Benedict Montgomery, to on stworzył Montgomery Bank and Trust. Miał długoletni romans ze swoją sekretarką. Mary Lou Chaney. Ona zaszła w ciążę i urodziła nieślubne dziecko, w tamtych czasach był to wielki skandal. A w dodatku, zamiast zniknąć po cichu w jakimś domu dla samotnych matek, mieszkała sobie spokojnie tuż za miastem. Córkę nazwała Copper Montgomery Chaney. Stało się to na wiele lat przed moim narodzeniem, ale nie wątpię, że babcia była zdruzgotana. Z tego, co mówi rodzina, wtedy właśnie zaczęły się problemy. - Wierzysz w to? - Sama nie wiem. Odkąd pamiętam babcia zawsze była... dziwna. Zgorzkniała. - Wyjrzała przez okno. Na parapecie schroniły się przed burzą gołębie. Deszcz łomotał w okna, kobieta, która krzątała się na tarasie po drugiej stronie ulicy, zniknęła w swoim mieszkaniu. - Skandal nie zakończył się w momencie narodzin Copper. Rodzina mówi, że wyrosła ona na twardą i nieokiełznaną kobietę i wyszła za faceta, który nazywał się Earl Dean Biscayne. Mieli trójkę dzieci. Te dzieci są chyba moimi kuzynami, ale nie wiadomo na pewno. Copper zginęła kilka lat temu w pożarze w swoim domu. - Dlaczego nie wiadomo, czy jej dzieci są twoimi kuzynami? Boże, to było trudne. Patrzyła na kroplę deszczu ściekającą po szybie.
– Dlaczego? – zapytała Kristi. – Dlaczego to robisz?
Miała rację i oboje o tym wiedzieli.
– Dotknął podbródka. – Coś nie tak?

Świadomość, Ŝe był pierwszym jej męŜczyzną, sprawiała, Ŝe czuł się wyróŜniony, i

bieżnia.
w Kalifornii, co potwierdza analiza roślinności, tablic rejestracyjnych i znaków drogowych.
– Mniej więcej.

basenie brykają dzieciaki. I to spora grupa, sądząc po krzykach, śmiechach i piskach.

- Di! - krzyknęła. - Pomóż mi przy wycieraniu kie¬liszków.
Następnego ranka Clemency i Arabella spędziły większość czasu na ustawianiu kwiatów w pokojach gościnnych. Niełatwo było znaleźć wystarczającą liczbę pokojów, które nadawałyby się do zamieszkania. Lady Helena nawet o tym nie pomyślała, w końcu od czego mają ochmistrzynię? Z drugiej strony pani Marlow pracowała u nich zaledwie od pięciu lat, a przez ten czas bywało tu niewielu gości, bowiem trzeci markiz wiecznie wyjeżdżał z myśliwymi na suto zakrapiane spotkania, Alexander zaś spędzał większość czasu w Londynie.
czy nieszczęśliwy, ale dziękuję za zaproszenie.

kolejną nieboszczkę. – Zaciągnął się, wypuścił ustami kłąb dymu. – Czyli nic, jeśli mnie


wspólny front, a zwracanie się do siebie po imieniu mogłoby
R S